Związek Literatów na Mazowszu Związek Literatów na Mazowszu
Związek Literatów na Mazowszu
Link do strony na Facebooku
Login:
Hasło:

forum literackie

"Po przejściach"

Pandemia

Mama

Głosy w Domu Turka

Dar

ŻNIWA

jajo czy kura

Odszedł kolorowy trubadur

więcej..

Partnerzy ZLM

AES

Partnerzy Muzeum Szlachty Polskiej w Ciechanowie MDK Przasnysz Muzeum Historyczne w Przasnyszu Urząd Miasta Ciechanów Starostwo Powiatowe w Ciechanowie Samorząd Województwa Mazowieckiego


Srebrne spinki

Srebrne spinki dodaj do koszyka
Recenzja – Jan Zdzisław Brudnicki

Odbicia w zmarszczonej wodzie

Aborygeni powiadają, że ziemia, o której przestajemy opowiadać i malować, umiera, bo przestajemy się nią też opiekować. Nawet jeżeli zejdziemy z poziomu metafory na poziom realiów życiowych, to już w sensie dosłownym da się odkryć związek pomiędzy utożsamianiem się ludzi z miejscem, regionem, miastem za pomocą twórczości – jej odbioru i jej stworzenia.

Wiktor Golubski w „Srebrnych spinkach” i wcześniejszych zbiorach tworzy jakby rodzaj mozaiki, układanki, a jeszcze lepiej – witrażu złożonego z małych szybek, przez które prześwitują zapisy dnia codziennego i jego tła. To klimaty i sceny biesiad rodzinnych i przyjacielskich, koncertów, procesji, wycieczek, prac, intryg. Nazywa to kroniką zaścianka Północnego Mazowsza. Formę określa jako „niedomknięte metafory”, lub zapisy „kąśliwego wzroku”

Ja też staram się nazwać te wierszowane w swoisty sposób przypowieści. Może są to obrazki w klimacie żartu, wielu pisarzy rozpoczynało swoją drogę twórczą od takich form. Może prowincjonałki, od ciechanowskich, płońskich, glinojeckich realiów. Może humoreski, od przekornych skojarzeń. Może śpiewaki, od przywołanych form ballady i piosenki. Może są to refreny, od wpadających w ucho strof i brzmień. Może mitemki, od najmniejszych mitów codziennych, potocznych, automatycznych. Może morałki, od przysłowiowych napomnień. Może rubaszki, od częstych rubaszności. Może ezopiski, od bajek ezopowych, które pierwsze przebiły podniosły język filozofów i kapłanów.

No a przede wszystkim, może to są fraszki z satyrycznym zacięciem. Tak czy inaczej, z samych moich wahań wynika, że są wieloznaczne, posługują się humorem aluzyjnym. Zwracałem już wcześniej uwagę, że posługują się też barokową skłonnością do przesady, do bujnego rymowania wewnętrznego i zewnętrznego, do wspomnianej rubaszności, do gawędy szlachecko-plebejskiej, do przyprawiania gęby różnym środowiskom elitarnym i prostackim, nawet – braci literackiej z kręgów klubowych, tasujących się jak „zamek błyskawiczny”. Nieraz autor przywołuje wielkie słowa nadużywane w druku i w mowie dla celów doraźnych. Przykłady uliczne i z komunikacji zderza z gwarą publicystyczną, uroczystą. Mieszkańców masowej kultury przenosi do „realu”, do biura, do wczasowiska. „W krainie pieniędzy” zmieści się i blask, i nędza. Święta łagodzą obyczaje, ale nie ukrócą mafii czy przepychanek.

Czy gawędy z dziejów rodziny, zwane „korzennymi”, ułagodzą „straszydła”? A niebo nazwane „glinianą misą” okryje wszystko jedną kopułą?
Związek Literatów na Mazowszu Projekt i wykonanie www.ekspansja.eu