
BARWY, ZAPACHY I SMAKI ŻYCIA Barbary Orlowski
Teresa Kaczorowska – Wacław Oszajca, partner intelektualnej dyskusji
"Kryształowa podkowa" recenzja

APOKALIPSA I NADZIEJA
Klucze do odkrywania sensu ludzkiego losu
Człowieczy los nie jest bajką ani snem Człowieczy los jest zwyczajnym szarym dniem Człowieczy los niesie z sobą trudy, żal i łzy Pomimo to można los zmienić w dobry lub zły
(fragm. tekstu piosenki Anny German „Człowieczy los”)
Jan Rychner to twórca o bardzo bogatym życiorysie artystycznym. Potwierdza to nota biograficzna zamieszczona na ostatniej stronie okładki publikacji Apokalipsa i Nadzieja, ukazująca szeroki wachlarz zainteresowań i dokonań artystycznych autora jako animatora kultury, poety, pisarza, recenzenta, eseisty i muzyka, a ja znałam dotąd Jana Rychnera przede wszystkim jako poetę. Teraz odkrywam autora jako pisarza. Apokalipsa i Nadzieja wydana w 2022 roku to utwór prozatorski, który przedstawia w czasie chronologicznym barwną, obfitującą w różnorodne codzienne sprawy i wydarzenia historię bohaterów jednej, licznej rodziny - Stasi i Hieronima Wiśniewskich - na przestrzeni międzywojnia, lat wojennych i w okresie PRL. Struktura kompozycyjna utworu dzieli się zgodnie z przestrzenią czasową na pięć Części z podtytułami. Jedynie Część I jest bez tytułu- ale można ją określić prologiem, zapowiedzią tragedii bohaterów książki, jaka nastąpiła po wybuchu II wojny światowej. Część II i III to obraz Majdanka w czasie wojny oraz Lublina po jej zakończeniu. Część IV to wspomnienia z czasów szkolnych i dorastania, wkraczania w dorosły świat w dobie PRL- Władka, potomka bohaterów ukazanych w poprzednich rozdziałach. Część V - zatytułowana Pożegnanie - jest zamknięciem losów bohaterów . Można powiedzieć, że utwór jest obrazem małej sagi rodzinnej, bohaterów doświadczonych osobiście i cudzymi tragediami trudnej historii drugiej połowy XX wieku, doświadczeniem piekła faszyzmu i komunizmu oraz nadzieją na przetrwanie. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej młode małżeństwo Stasi i Hieronima zamieszkiwało na warszawskiej Woli i nieźle sobie radziło, żyjąc z handlu węglem. Zanim narrator przeszedł do malowania ciepłych i radosnych obrazów życia rodzinno -sąsiedzkiego, okolicznościowych spotkań imieninowych, rocznic ślubu czy chrztu Krysi, już na początku Części I zapowiedział tułaczkę tej rodziny, spowodowaną nieuchronnie nadchodzącym czasem wojny. Zapowiedział też piekło i tragedię, jakich nie unikną przeprowadzając się do Lublina, jego dzielnicy Majdanek, w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca do życia. Ta sugestia wszechwiedzącego narratora miała zapewne zasiać niepokój i ciekawość czytelnika, co do dalszych losów bohaterów tej sagi rodzinnej, którzy żyjąc jak wiele innych rodzin robotniczej dzielnicy Warszawy, tworzyli wielodzietne rodziny wspierające się w potrzebie, otwarte i szczere w sposobie bycia, szanowane i uczciwe, o ugruntowanej pozycji zawodowej. Może właśnie dlatego o kolorycie miasta - szczególnie dwóch dzielnic biedniejszych i średnio zamożnych mieszkańców warszawskiej Woli i Pragi w ostatnich miesiącach (prawdopodobnie od maja1939r.) przed wybuchem II wojny światowej, mówi narrator oszczędnie i ogólnikowo Dotyka miejskiego folkloru , specyfiki języka, gwaru bazarowego handlu, dorożek i furmanek konnych dominujących nad autami i tramwajami, podwórek z przechodnimi bramami, czynszówek i okalających je ogródków, czy starych ozdobnych latarni ulicznych, itd. Lapidarnie też mówi o wartościach i zasadach, zgodnie z którymi toczyło się tu ich życie - przede wszystkim wiary w fundamentalną rolę rodziny, dającej wsparcie i pomoc w potrzebie, jakby chciał w tym syntetycznie opisanym świecie ocalić je od zapomnienia. Narrator wszechwiedzący już wie, że właśnie ten świat zniknie – wie o tym, że nastanie czas Apokalipsy, której młode małżeństwo chciało uniknąć, tak jak wielu ich bliskich i przyjaciół. W krótkim czasie po tragicznych doświadczeniach życia w bliskości obozu na Majdanku Hieronim skonstatuje, że przeprowadzka, którą chcieli sobie zapewnić spokojniejszy czas przetrwania, ukazała im jeszcze większe bestialstwo i cierpienia, jakie niosła wojna: „Zrozumiał, że przed tym nieszczęściem nie da się uciec, to trzeba doświadczyć [….]i postarać się przeżyć, przetrwać takie piekło”. Po przeprowadzce, Stasia i Hieronim mieli nadal kontakt z kuzynostwem z Warszawy. Najmłodsze pokolenie przyjeżdżało po prowiant, przywoziło wiadomości o budowie żydowskiego getta, o łapankach i masowych egzekucjach cywilów, np. w Wawrze, gdzie zginęła kuzynka Jadzia. Narrator epizodycznie wzmiankuje o głodującej Warszawie i odwadze szmuglujących żywność do miasta, o aresztowaniach, wywózkach na roboty - Daniel odezwał się z Niemiec dopiero po kilku miesiącach. Nie trzeba tu szerokich opisów, wystarczy lapidarność wspomnień. Część I książki kończy autor wzmianką o strasznym losie ludności Warszawy po upadku Powstania Warszawskiego, którzy trafiali do obozu przejściowego w Pruszkowie, jak kuzyn Leszek, a stamtąd do obozu koncentracyjnego w Dachau, a potem do Buchenwaldu. Szczęśliwie przeżył. Wrócił do kraju. Niechętnie jednak wracał do trudnych dni i przejść w niewoli, o których przypominał numer obozowy wytatuowany na przedramieniu. Tu oszczędność i lapidarność wspomnień, skąpa i szorstka, beznamiętna relacja nie pozbawia jej empatii w odbiorze, a dotknięcie jednostkowego losu symbolizuje los tysięcy Polaków zmuszonych do niewolniczej pracy na rzecz niemieckiego okupanta, ich tragedie i cierpienie – ich apokalipsę . Na przykładzie jednej rodziny doświadczonej tragedią wojny zobrazował autor zmiany społeczne, emocjonalne i dziejowe, historyczne, jakie dotknęły cały polski naród i uniwersalizuje to zagadnienie. Ważne wydaje się tu przywołanie motta, poprzedzającego ten wstępny rozdział: „Prawda, która wypływa z dna pamięci/tworzy na ogół na powierzchni plamy nie do usunięcia,/Niektóre z nich noszą nazwę „białe plamy”. Tę przewodnią myśl - refleksję samego autora rozumiem jako zapis tego, co bardzo rzadkie, niespotykane, wyjątkowe, ale w tym kontekście wyjątkowo tragiczne, coś o czym nie wolno zapomnieć. Czas może jednak je zatrzeć, wypełnić inną treścią, jeśli nie będą przekazywane kolejnym pokoleniom zgodnie z historyczną prawdą i pozostaną tylko w sercach jednostek doświadczonych piekłem historii. Prawda trudnych doświadczeń tkwi głęboko na dnie serca, jest trwałą pamięcią nie do zamazania i zapomnienia przez doświadczonych tragizmem niewoli. Z głębi serc wypływa i musi ujrzeć światło dzienne. Jest jeszcze jednak wiele luk w wiedzy i pamięci historycznej oraz w świadomości współczesnych o minionym czasie historii, zwłaszcza wśród młodych ludzi, historii zapomnianej lub już tylko papierowej. Ileż dziś odkrywamy „białych plam”, niezbadanych lub przeinaczanych wydarzeń, które spowodowane są brakiem dotarcia do źródeł lub (coraz częściej) celowych przekłamań? Codziennie dziś słyszymy i czytamy o przeinaczanych, zmienianych faktach historii czasów II wojny światowej, które wybielają oprawców, obciążając winą za zbrodnie ich ofiary!!! Autora, Jan Rychnera należy więc nazwać strażnikiem prawdy historycznej. Jest pisarzem odkrywającym „białe plamy” na mapie zmienianej na naszych oczach piekielnej II wojny światowej. Odkrywa, przytacza tragiczne historie, zapisując „białe plamy”. Jest nią nieprawdopodobne wydarzenie, niemające precedensu, jedyny taki przypadek w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Przypomina udokumentowaną, a może zawartą też w opowieściach literatury faktu opowieść, o cudem ocalonej przed śmiercią w komorze gazowej rodzinie Juliana Mazurka, przesiedleńców z Zamojszczyzny i sześcioletniego chłopca Mieczysława Biruta. Ten stał najbliżej jego żony i kobieta wskazała go niemieckiemu strażnikowi jako swego drugiego syna. Opowieść Juliana Mazurka z pobytu w obozie, jako naocznego świadka, jest wstrząsającym dokumentem zbrodni ludobójstwa i świadectwem nadziei ofiar na przetrwanie. Podobnie jak inne relacje o różnorodnych formach upodlenia ludzi, wysiedlanych ze swych domów z Zamojszczyzny – tułaczy, których los był wszędzie jednakowy- pełen cierpienia i bólu, poniżenia i pogardy- którego jednak nie mogli uniknąć, nie dało się go uniknąć, a mimo tej świadomości mieli nadzieję i robili wszystko, by przeżyć to piekło. Julian Mazurek - o życiu w obozie – o codziennych tragediach i bestialstwu oprawców powiedział : „ nawet najlepszy pisarz nie zdołałby tego odtworzyć”. Autor dodatkowo przywołuje na potwierdzenie gehenny obozowej Majdanka, symbolu hańby ludzkości, śmierci, rozpaczy i walki o przetrwanie utwór Seweryny Szmaglewskiej Dymy nad Birkenau. Autorka była co prawda więźniarką obozu Auschwitz-Birkenau, ale jej osobiste doświadczenie i relacja uwiarygodniają również obraz piekła Majdanka - wszystkie obozy koncentracyjne identycznie „pracowały pełną parą krematoriów i dymiących pieców”. Można tu również przywołać powszechnie znane Opowiadania obozowe Tadeusza Borowskiego i Zofię Nałkowską z Medalionami (choć tu nie wszystkie reportaże dotyczą obozów koncentracyjnych). Majdanek w literaturze to głównie publikacje historyczne, literatura faktu oraz poezja i proza, która powstała w obozie. To głównie wspomnienia więźniów, np. książka Majdanek. Obóz koncentracyjny w relacjach więźniów i świadków.
Autor w Apokalipsie i Nadziei w formie epickiej opowieści przedstawia życie bohaterów, obcujących jedynie przez drogę z powstającym i rozrastającym się obozem koncentracyjnym na Majdanku. Mieszkają tuż przy trakcie , którym codziennie przechodzą do obozu transporty więźniów różnej nacji, głównie Żydów. Nie wiedzą jeszcze wszystkiego o tym miejscu, o tysiącach ludzi katowanych tu i uśmierconych. Czują jednak atmosferę zła, jakie czai się wokół, widzą cierpienie, ból, zmęczenie pieszych słaniających się na nogach, kruchych kobiet, wątłych dzieci idących do obozu – przerażają ich te obrazy. Uciekli przecież z Warszawy przed piekłem wojny, a wpadli tu w Lublinie w jeszcze większe piekło, taką refleksję Hieronima wypowiada narrator i opisuje niezwykle odważne, wręcz bohaterskie zachowanie Stasi. Kiedy jest już ciemno, wyciąga ludzi z wędrującego tłumu. Ratuje im życie., ale nie czuje się bohaterką, uważa, że tak trzeba, a to i tak jak twierdzi, niewiele. Hieronim zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, narażania życia swojego i dzieci. Boją się oboje, a jednak pomagają więźniom, mimo groźby kary śmierci. Ratują ludzi transportowanych do obozu, umieszczając ich w szopie lub stajni, dokarmiając, a potem Hieronim wywozi ich do miasta lub w okoliczne wsie. Byli wśród nich też Żydzi, Stasia pamiętała ich imiona: Franek, Regina, Estera, Helena, ale nigdy nie starała się ich odnaleźć i dowiedzieć się o ich późniejsze losy. Skromność i duma nie pozwalały jej zabiegać, czy upominać się o nagrodę za to, że ich ocaliła - to było naturalnym, ludzkim odruchem - wspominał tak po latach jej syn Władek. Wówczas jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że mógł stracić rodziców, nie rozumiał, co się działo i cieszył się wspólnymi wieczorami w cieple atmosfery rodzinnej miłości. Wraz z rozrastaniem się obozu Niemcy coraz bardziej kontrolowali okoliczne siedziby mieszkańców, aż w końcu ich wysiedlili. Jeszcze przed wyprowadzką doświadczyli przerażającej zbrodni, którą pisarz tak stopniowo udramatyzował, że czytelnik sam powinien sięgnąć po lekturę tego porażającego epizodu. Czasoprzestrzeń epickiej narracji o życiu w pobliżu obozu przerywa autor ciekawym zabiegiem kompozycyjnym, wprowadza w bieżący tok zdarzeń wspomnienie dorosłego już Władka, który dotrzymał obietnicy z dzieciństwa i powrócił po latach do rodzinnego domu. Nie poznał miejsc, nie było zabudowań gospodarczych, ani sadu, tylko pusta przestrzeń, a dom zmalał i stał opodal obozowej bramy. Wnętrze jednak i ten sam rozkład pomieszczeń przeniósł go ponownie w miniony czas. Ta reminiscencja czasowa nie burzy kompozycji, nie rozdziela jej, a pięknie łączy pokolenia żyjące w różnym czasie, tworząc ich jedność, łączność pokoleniową we wspólnych doświadczeniach. Władek zauważony przez strażnika opuszcza Muzeum na Majdanku z przekonaniem, że ten dom, który tu jeszcze stoi, to jego pomnik przeszłości, który kiedyś pewnie rozbiorą. Ponownie kilka prostych słów Władka, konfrontującego się z przeszłością, tworzy niezwykle wzruszający moment opowieści i buduje ważne przesłanie tej książki –rodzinnej sagi Wiśniewskich, niosącej nadzieje na pamięć rodzinnych tradycji, nawet tych najtrudniejszych - apokaliptycznych. To one cementują jej tożsamość . Pamięć o prawdzie wojennego piekła musi wybrzmiewać głośno, bo nawet wtedy w piekle cierpienia i śmierci, kiedy człowiek nie chciał być człowiekiem, będąc tylko numerem sprowadzonym na samo dno upodlenia, to nie tracił nadziei. To ona zdaniem świadków piekielnego świata za drutami i dymiących kominów dawała NADZIEJĘ.
Kolejne rozdziały Apokalipsy i Nadziei Jana Rynera ukazują zbeletryzowane losy bohaterów, którzy doczekali końca wojny i nie do końca umieli się odnaleźć w rzeczywistości społeczno – politycznej tworzonej przez nowe władze PRL. Autor ponownie prowadzi nas przez okaleczany świat komunizmu i jego restrykcyjnych, głupich urzędników realizujących niedorzeczne przepisy i prawa narzucane ludziom z góry. To również trudny czas dla rodziny Stasi i Hieronima, ludzi wierzących, uczęszczających do kościoła, żyjących uczciwie i pracowicie z rolnego gospodarstwa. Powojenne życie normowało się i wymagało od bohaterów więcej pracy i trudu w budowaniu szczęścia od nowa, ale w tle zawsze był Majdanek. Te czasy relacjonuje Władek jako dorastający chłopak i bystry obserwator – jest tu narratorem pierwszoosobowym. Spędza sporo czasu w tej dzielnicy, gdzie żyją tak samo prości ludzie jak jego rodzina, jakoś radzący sobie z trudami życia. Z jego relacji wynika, ze obóz zagłady zmieniał swój wygląd, zamieniał się w prawdziwe muzeum. Bawiąc się z kolegami w podchody, obserwował jak segregowano w barakach pozostałości po więźniach. Pamięta złowrogi, surowy, pierwotny wygląd obozu po wyzwoleniu i zapach ziemi wokół baraków - dziwny, przenikliwy, zgniły i przesiąknięty środkiem odkażającym karbolineum. Ten zapach długo chłopca prześladował. Pamięć zachowała też obraz segregowanych dziwnych przedmiotów, często zaskakujących, które znalazły się gablotach późniejszego Muzeum na Majdanku, ale nie wszystkie zachowały się do dziś. Było je można liczyć w tysiące, a dziś w gablotach zachowały się tylko zdjęcia tych różności, jak twierdzi bohater. Władek jest dumny z faktu, że mógł je jeszcze oglądać w oryginale – ale to przecież nie to samo! A i nie wiadomo, co się stało z tymi pamiątkami, po prostu zniknęły, aż łza się w oku kręci. Te wzruszające oceny i opinie Władka, relacjonuje narrator już z perspektywy dorosłego człowieka, łącząc czas dzieciństwa z późniejszą dojrzałością swych opinii. Bohater pamięta też oryginalny film, nakręcony przez Niemców, obrazujący całą machinę obozowej zagłady i funkcjonowanie obozu. Opis dotyczy wielu miejsc obozu śmierci, głównie komór gazowych, pieców krematoryjnych i sposobów ich obsługi- suche fakty robią piorunujące wrażenia na grupach zwiedzających Muzeum, ale zrobią też na czytelniku książki. Niestety czas zrobił swoje, a i ludzie w początkach powstawania Muzeum sami jeszcze nie wiedzieli, co ocalić dla historii ku przestrodze, a zabiegi remontowo-renowacyjne też zrobiły swoje… .Nieubłagany czas - rozrastające się miasto wkroczyło w puste wcześniej tereny przyległe do obozu i już dziś ich właściwie nie oddzielają. Ostatnia bytność narratora-bohatera z 2015 roku w tym miejscu skłoniła go do smutnej konkluzji, że pierwotny obraz tego miejsca bardziej przypomina tylko muzeum niż tamten obóz koncentracyjny, gdzie zgładzono tysiące ludzi. Tę opinię i łezkę w oku można przypisać również autorowi, ponieważ jego życie, jak wynika z jego biografii, związane jest z Lublinem i Lubelszczyzną, a w doświadczenia postaci Władka, jak sadzę, włożył wiele elementów z własnej biografii. Bohaterowie książki doczekali się końca wojny ,ale życie w nowej rzeczywistości PRL, czyli Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej było niełatwe i nie takie jakby chcieli. Nowe władze komunistyczne rozliczały społeczeństwo z postaw i sympatii wobec ruchu oporu – członków Armii Krajowej, walczących z Niemcami w czasie okupacji, ale po wojnie nieakceptujących władzy komunistycznej. Władze PRL i oprawcy Urzędów Bezpieczeństwa prześladowali wszystkich, którzy mogli mieć kontakty z AK lub nie akceptowali nowych porządków. Takim miejscem cieszącym się złą sławą w Lublinie był zamek, gdzie mieścił się po wojnie Urząd Bezpieczeństwa (a wcześniej stacjonowało wojsko rosyjskie, potem żołnierze niemieccy formacji SS). Trafił tam wezwany przez policję Hieronim. Oboje z żoną nie wiedzieli, dlaczego otrzymał wezwanie. Stawił się i przebywał w areszcie przez cztery miesiące, gdzie przesłuchiwany, bity, poniżany, torturowany i zastraszany przeżył piekło. Nie dowiedział się nigdy, kto go fałszywie oskarżył, jak dociekała milicja o handel psim smalcem, mydłem, skupowaniem złota, kontaktami z partyzantami. A metody stosowane wobec aresztantów były przerażające, takie same jak w hitlerowskich i sowieckich miejscach kaźni: „Widziałem, jak leżącemu na podłodze mężczyźnie położyli grubą deskę na klatce piersiowej i dwaj przesłuchujący go oprawcy stali po obu jej końcach i huśtali się miarowo. Jęczący z bólu mężczyzna nie mógł oddychać i z ust płynęła mu krew. Słychać było trzask łamanych żeber”. Hieronim wrócił z aresztu w fatalnym stanie fizycznym i psychicznym, wychudzony, niedomyty, wycieńczony (jak Cichowski-bohater Dziadów cz. III Adama Mickiewicza) ale z radosnym błyskiem w oczach. Przetrwał to piekło, gdzie chciano go złamać i upokorzyć, tylko dzięki myślom o rodzinie - żonie i dzieciach. Nadzieja o powrocie do domu i rodziny pozwoliła mu uodpornić się na podłość oprawców i z honorem przetrwać to piekło. I choć wojna już się skończyła, obozy zagłady zamieniono w obiekty muzealne, to prześladowania w aresztach śledczych ludzi inaczej myślących niż sprawujący władzę – dziś określanych aresztami prewencyjnymi lub wydobywczymi - przypominały czasy okupacji i metody hitlerowskiego terroru w okupowanym kraju, a może nawet sięgają głębiej, aż rosyjskich zaborów. Nasuwa się dziś też smutna refleksja, że czasy terroru hitlerowskiego zamieniły się w koszmar terroru komunistycznego. Syn Stasi i Hieronima, Władek wspomina jednak swoje dzieciństwo z tamtych lat jako niemal sielankowe. Jak w całym utworze, autor miesza gatunki literackie i zmienia formy narracyjne. Ukazuje świat poprzez pryzmat wspomnień przywoływanych przez Władka w pierwszej osobie, aby przejść do narracji trzecioosobowej – narratora obserwatora, ale często oddaje głos swemu bohaterowi, dodając jednak własne komentarze. Tak więc epicka proza miesza się z formą wspomnień, a nawet odwołaniami do pamiętnika bohatera. Narratorem w IV Części książki jest Władek - syn Stasi i Hieronima, kolejnego pokolenia sagi rodzinnej Wiśniewskich, choć nazwisko nie jest tu istotne, bo sam autor zaznaczył, że imiona i nazwiska postaci są zmienione. To realistyczna opowieść bohatera o swoim dorastaniu, dojrzewaniu, pasjach muzycznych i literackich , o szukaniu swojego miejsca w świecie. To obrazy obfitujące w najdrobniejsze szczegóły czasów szkolnych, okresu służby wojskowej, pierwszych miłości oraz ludzi, którzy mieli wpływ na kształtowanie się osobowości i charakteru młodego człowieka. Można tu zobaczyć sytuacje z życia wzięte, często zaskakujące, dramatyczne, ale też pełne humoru, aż do tak zwanego „zrywania boków ze śmiechu” - to przykłady wesel wiejskich, zabaw podmiejskich, mocno zakrapianych alkoholem i kończących się bijatykami lub ucieczkami zespołu grajków przed mściwością weselników. To niezwykle barwny i soczysty językowo obraz obyczajowości tamtych czasów. Rzeczywistość lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, ale może też osiemdziesiątych, to nie tylko kolejne etapy w życiu Władka, to również refleksje i przemyślenia, jakie z nich czerpie. Każdy etap jego życia przynosi kolejne rozdziały zmian: kiedy przeżywa pierwsze miłości i rozstania, zdobywa wykształcenie, zarabia pierwsze pieniądze, dostrzega i rozwija swoje muzyczne zainteresowania, a także twórcze pasje literackie, poetyckie, przeżywa śmierć ojca, pomaga matce, zakłada rodzinę, płodzi syna, dopuszcza się przelotnego flirtu na wczasach. Tak wygląda zwyczajne życie bohatera, ale pewnie też wielu innych ludzi z radościami, kłopotami, trudnościami. Każdy z tych etapów przynosił bohaterowi rozczarowania i sukcesy, rodził refleksje, głównie natury filozoficznej, egzystencjalnej oraz przemyśleń z zakresu psychologii i freudowskiej psychoanalizy. Śmiem sądzić, że są to refleksje samego autora, bo Władek to alter ego pisarza. Z jakimi myślami mierzy się autor? Zastanawia się, czy życie człowieka, jego los jest dziełem przeznaczenia czy przypadku? Dlaczego nasze marzenia nie zawsze chcą przystawać do rzeczywistości? A nawet jeśli nie przystają one do realnego świata, to skąd tak odważnie czerpiemy z nich siłę i radość do pokonywania trudności? Konstatuje również, jak niezwykłym jest ludzka podświadomość, która umożliwia oczekiwanie od losu zmian na lepsze, sukcesów. Ta nadzieja pozwala realizować zamierzenia, daje siłę, nową wiarę w lepszą przyszłość. Tak, to jest właśnie nadzieja, która nigdy nie umiera. Jest ona siłą napędową na kolejne dni i lata, rodzi chęć do poznawania nowych ludzi, przynosi nowe pomysły, otwiera kolejne drzwi. Dlatego ponownie pozwala na nowo przeżywać wzloty i upadki, cieszyć się drobnymi sukcesami i realizowaniem planów. A rozmijanie się marzeń z rzeczywistością to również możliwość poznawania samych siebie, swoich możliwości, charakterów, emocji i uczuć. W szarej rzeczywistości codziennego dnia chyba też często gubimy, a może zapominamy o marzeniach, bo ważniejsza jest troska o rodzinę, dom, czas poświęcany pracy. Wówczas tracimy nadzieję? Kiedy z dnia na dzień powszednieje nasz świat, niosąc gorzkie rozczarowania, co robić? Jak ich uniknąć ? Narrator - filozof proponuje : „ ...aktywne rzucanie się w wir pracy i zajmowanie się czymkolwiek, aby tylko nie dopuścić do rozmyślań i bronić się przed tęsknotą i nostalgią”. Taka postawa chyba jednak nie rozwiązuje problemu, bo nie można żyć bez marzeń i tęsknot!!! Trudno więc znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytanie, postawione przez autora: „ Los, przeznaczenie czy przypadek” ? Co kieruje ludzkim losem ? Niemniej jednak wśród wielu refleksji egzystencjalnych mówi autor, że niejednokrotnie ogromny wpływ na nasze życie mają pasje, hobby, atrakcyjne życie pozazawodowe, one ubarwią szarzyznę monotonnego codziennego życia, a są nimi: plenery poetyckie, wieczory poezji, nastrojowe noce poetyckie, warsztaty literacko – malarsko - muzyczne itd. … Pasje literackie bardzo istotnie zmieniają szarą codzienność Władkowi, który jest odbiciem samego autora. Autora z wyobraźnią wykraczającą jednak poza realne ramy rzeczywistości, który potrafi żyć marzeniami, ukazywać ich głębię i piękno duchowego, emocjonalnego świata, jakie tworzą. Ostatnia część książki Apokalipsa i Nadzieja, zatytułowana Pożegnanie… przynosi ponownie mieszankę gatunkową realizmu i surrealizmu. W budowaniu świata przedstawionego posługuje się autor konwencją oniryczną i fantastyczno-baśniową. Sen bohatera jest integralnym elementem realistycznej fabuły, ale jakby nad nią dominuje. Władek widzi obraz swojego pożegnania z Wiktorią, jakby działo się to na jawie. Zacierają się tu granice jawy i snu, a nierealne obrazy przesycone są uczuciami i ogromną dozą sensualności. We śnie i realnym świecie jest bardzo mroźna zimowa noc. W taką śnieżną zimę stulecia, Władek wraca z kilkudniowego wypoczynku i zasypia zatapiając się w swe podświadome pragnienia. Rzeczywistość snu bohatera jest irracjonalna - wydaje mu się, że odprowadza go do pociągu znana kiedyś, a bardzo mu bliska, śliczna kobieta: „…przypominającą przypadkowo poznaną uroczą panią imieniem Wiktoria […]. Spotkanie niezobowiązujące, jakie czasami zdarza się samotnie podróżującym ludziom”. Obraz snu Władka jest pełen elementów absurdalnych i fantastycznych, symboli i wizji zaczerpniętych z głębi podświadomych pragnień bohatera. Poznajemy tu zachowanie i uczucia rozstających się kochanków, czułe uściski, pocałunki i tęsknotę w oczach Wiktorii, stojącej na peronie tak długo z uniesioną ręką w geście pożegnania i łagodnym uśmiechem w tęgi mróz, dopóki śnieg nie zasypał śladów ukochanego i nie zniknęły czerwone światełka ostatniego wagonu. Wiktoria nie czuje zimna, grzeje się słońcem wspomnienia wspólnych upojnych chwil i śni, że jest w innym wymiarze czasoprzestrzeni trzymając z miłością w dłoniach bijące jego serce, chcąc je ogrzać. A ono miarowo bije w takt jadącego pociągu: „ nie tak, nie tak, nie tak…” . Fantastyczny w wymiarze funeralnym wydaje się opis jej odczuć, doświadczeń przemiany- przeistaczania się w postać jakby z bajki ,tajemniczą i dziwną „mroźną panią”. Tu bezpośrednio oniryczny świat przenosi nas w baśnie Christiana Andersena, do baśni Królowa śniegu. Wiktoria żegna swego mężczyznę, króla, jedynego takiego, którego pragnęła całą sobą, bezgranicznie. Dla niej czas się zatrzymał, ale nadal w jakiś cudowny sposób mogła wsłuchiwać się w dźwięk jego słów, czuć jego zapach i dotyk. W tym samym czasie Władek śnił o niej z czułością i troską. Myślał o jej bezpiecznym powrocie do domu. Dzwonił, ale nie odbierała telefonu. Ona słyszała tylko ciche sygnały dzwonka, ale nie mogła już się odezwać, choć pragnęła tyle ważnych rzeczy jeszcze mu powiedzieć. Absurdalne wydają się w tej onirycznej wizji emocje przygodnej podróżnej, która zgłosiła służbom tragedię, jaka miała miejsce na peronie i obserwując przysypywaną śniegiem postać „mroźnej pani” snuła refleksje o jej emocjach. Współczując, zastanawiała się, czy jest ona rzeczywiście nieszczęśliwa? Pryskają pewnie jej marzenia o byciu z ukochanym, który odjechał, a wraz z nim tęsknota, miłość, nadzieje o szczęśliwym wspólnym życiu.
W irracjonalnym, fantastycznym świecie pragnienie szczęścia i marzenia o prawdziwej miłości aż poza grób mieszczą się w odwiecznych wierzeniach i trwają w naszej podświadomości do dziś. Pewnie dlatego przywołane przez narratora słowa: „Teraz ona, Wiktoria, poza świadomością, już swobodna, powolnym krokiem, prawie nie dotykając ziemi zbliża się w stronę Władka, pełna powabu, delikatna, jasna, przejrzysta z roziskrzonymi oczami i jak bogini nierealna”, wydają się nam zupełnie realne. Dlaczego? Bo chcemy wierzyć w magię i czar, w cudowność „prawd żywych” głoszonych przez romantycznych poetów, np. przez Adam Mickiewicza w Balladach i romansach. Dajemy wiarę miłości Karusi z ballady Romantyczność, wierzymy w jej tęsknotę za ukochanym Jaśkiem i pragnienie połączenia się z nim na wieki. Dlatego gorące pragnienie tak pięknego, czystego, głębokiego uczucia musi się dopełnić chociażby w sennych marzeniach. I dopełnia się w tajemniczych i tchnących niesamowitością okolicznościach bajkowego zimowego ogrodu, przy pełni księżyca, malutkiego jak cytryna, otoczonego podwójnym kręgiem różnobarwnych aureoli. Bohater zniewolony widokiem Wiktorii wabiącej go do swego świata zatapia się w błogim śnie. I tak dokonuje się magia transcendentnego tańca spełnienia i zatracenia w sobie dwóch dusz w bezczasie i bez przestrzeni, ale w dziwnej nieuchwytnej aurze radości, jakiej dotąd nie znali. Do głębi czuli się spełnieni w marzeniach. Bohater widział, jak Wiktoria delikatnie trzyma jego serce w dłoniach i odpływał w bezkres, ku nowym wrażeniom, unosząc się w stronę światła, jakby blasku słońca, w ciszę. W opisie sennych marzeń o bliskości kochanków, uniesieniach miłosnych i rozkoszach spełnień pisze autor jak o tańcu, operując językiem niezwykłej wrażliwości i delikatności, sycąc czytelnika przepięknym subtelnym erotyzmem. A operuje przy tym synestezją, działając na wszystkie nasze zmysły (słuchu, wzroku, zapachu), czyniąc wypowiedzi kochanków soczystymi emocjonalnie i przejmującymi o prawdziwe dreszcze. Autor w bardzo intrygujący sposób wprowadza konwencję oniryczną w realia epickiej opowieści o poszukiwaniu przez bohaterów bliskości, miłości i spełnianiu marzeń o szczęściu. Bohaterowie odchodzą ze świata we śnie i w sennych marzeniach spełnia się ich pragnienie miłość – stając się wieczna, niezniszczalna. Czy więc prawdziwa, spełniona miłość istnieje tylko w marzeniach, we snach czy w baśniach? Czy można jej doświadczyć też w świecie realnym, w codziennym szarym dniu? Każdy na te pytanie musi odpowiedzieć sobie sam. Autor szuka jednak odpowiedzi i tak, jak poprzednio w innych konwencjach, tak i w konwencji sennego marzenia podpowiada czytelnikowi, że marzenia i pragnienia mogą rozmijać się z realną rzeczywistością, ale wówczas nie wolno nam ustawać w dążeniu do ich realizacji. Jeden gest, spojrzenie, czy uśmiech może w różnych czasach i trudnych okolicznościach spełniać ludzkie pragnienia o szczęściu. Można je spełniać realizując się w swoich pasjach, podobnie jak bohater – Władek alter ego pisarza, w procesie twórczym, literaturze i poezji. To one dodają marzeniom skrzydeł. Ale jeśli ktoś woli, to może szukać szczęścia gdzie indziej, w bajkach i pięknych sennych marzeniach, ale trzeba cierpliwie szukać.
Lektura książki Jana Rychnera przywołała w mojej pamięci znaną piosenkę Anny German Człowieczy los. Tekst utworu, napisany przez Alinę Nowak z muzyką wykonawczyni, Anny German, można odnieść do rozważań filozoficzno-egzystencjalnych autora Apokalipsy i Nadziei- wydają się one wspólne i nieskomplikowane.
Człowieczy los nie jest bajką ani snem Człowieczy los jest zwyczajnym szarym dniem Człowieczy los niesie z sobą trudy, żal i łzy Pomimo to można los zmienić w dobry lub zły Ref. Uśmiechaj się Do każdej chwili uśmiechaj Na dzień szczęśliwy nie czekaj Bo kresu nadejdzie czas Nim uśmiechniesz się chociaż raz […].
Co wspólnego odnalazłam w obydwu utworach? Chyba to, że ludzki los to szary zwyczajny dzień, z trudami, bólem i łzami, ale do losu trzeba się uśmiechać , aby był dobry – śpiewa Anna German, a z niespełnionych marzeń nie rezygnować, mieć odwagę czerpać z nich siłę i radość, ciągle wierzyć w lepsze jutro, pokonywać przeszkody , jeśli nawet na szczęście trzeba długo czekać - pisze Jan Rychner. To niezwykle podobne myślenie twórców o życiu, jego trudach, bólu i pragnieniu realizacji marzeń i sukcesu- gównie szczęścia w miłości i w rodzinie. Taki sposób myślenia wiedzie do słów tytułu książki Jana Rychnera Apokalipsa i Nadzieja, które są kluczami w odkrywaniu rozumienia jej wymowy, sensów, przesłania. Chyba nie trzeba wyjaśniać, że apokalipsa to pierwotnie dosłownie „objawienie” odnoszące się do Biblii, ukazująca koniec świata i triumf dobra nad złem, ale też jest synonimem katastrofy, zagłady i zniszczenia. Nadzieja natomiast to tyle, co optymistyczny stan umysłu, który wraz z ufnością polega na pragnieniu pozytywnych rezultatów, pewności, że wydarzy się cos dobrego nawet w momentach trudnych. Nadzieja jest również motywacją do działania, dającą siłę i kształtująca jakość życia, też w odniesieniu do życia duchowego. Pisarz odnosi te słowa klucze do prezentowanych w książce wydarzeń historycznych, do określonego czasu historycznego, przedstawionego chronologicznie - od 1939 roku do lat siedemdziesiątych, a może też osiemdziesiątych drugiej połowy XX wieku, która dla młodych ludzi jest już odległą historią. Można je również traktować jako symbole o charakterze uniwersalnym, o czym nieco później.
Tematycznie i historycznie rzecz ujmując, książkę można byłoby rozdzielić na trzy zupełnie odrębne utwory, gdyby nie scalające te treści losy bohaterów jednej rodziny. One tworzą małą sagę rodzinną momentami tragiczną, monotonną, ale też pełną humoru i przygód. Co pozwala wyodrębnić trzy części z całości utworu? Stanowi o tym kilka wyrazistych elementów. Zacznę od czasoprzestrzeni historycznej, a są to obrazy : tragizmu czasów II wojny światowej, obozu zagłady w Majdanku, powojennego życia w PRL i w końcu czas odwilży, poszukiwania w życiu spełnienia marzeń i pragnień, które nie chcą przystawać do rzeczywistości. Ponadto każda czasoprzestrzeń prezentuje świat poprzez różne kierunki artystyczne i konwencje literackie, jak: realizm, czy realizm magiczny, oniryzm z baśniowością a nawet modernizm z elementami psychologii i psychoanalizy. Pokuszę się też o stwierdzenie, że w utworze odnajdziemy również konwencję postmodernistyczną, zwłaszcza w ostatniej jej części, ale nie tylko. Autor posługuje się również wieloma gatunkami literackimi, jak: opowiadanie, literatura faktu wiążącą się z reportażem, sięga po wspomnienia, fragmenty pamiętników, a także różnorodnych narratorów, którzy zamieniają się miejscami, ukazując świat obiektywnie z zewnątrz i subiektywnie przez pryzmat „ja” bohatera . Często też pojawia się narrator auktorialny, niby wszechwiedzący, ale wplatający w wypowiedzi bohaterów swoje refleksje i uwagi. Wyraźnie widoczna jest w utworze płaszczyzna filozoficzna, szczególnie egzystencjalne poszukiwania spełniania marzeń i ucieczki od codziennej szarzyzny życia i pytania o to, co decyduje życiu - przeznaczenie czy przypadek. Niekiedy autor stawia się w roli doświadczonego moralizatora i filozofa. Język i styl poszczególnych części książki też jest rozmaity, od oszczędnego minimalizmu, może nawet zastosowania metody behawioralnej, np., w relacjach świadków zbrodni w obozie czy w więzieniu UB, po potoczysty, jasny, klarowny, pełen żartów i humoru w opisach dorastania bohatera, aż do ogromnej finezji, delikatności, subtelności stylu w poetyzacji prozy onirycznej oraz wielu opisów przyrody i świata. Zaskakuje pisarz kontrastami stylistyczno–językowymi w poszczególnych częściach książki. Pomimo tak ogromnej różnorodności zabiegów literackich widocznych w tej publikacji na wielu płaszczyznach, w rozeznaniu których może niekiedy czytelnik się gubić, to świadczy to przede wszystkim o wielkich zdolnościach i umiejętnościach literackich pisarza. Pragnę szczególnie podkreślić walory etyczne tego utworu, które z jednej strony pięknie wpisują się w utrwalanie pamięci historycznej czasu II wojny światowej oraz czasów stalinowskich. Pisarz ocala od zapomnienia odległy już czas pogardy i zniewolenia człowieka, zapisując białe karty historii prawdą, by nie zostały zapisane fałszywie, przeinaczone, odmienione przez oprawców, by kaci nie zamienili się w ofiary i odwrotnie. Taką właśnie tendencję historyczną obecnie obserwujemy. Książka Jana Rychnera wpisuje się w to niezwykle ważkie zagadnienie dla współczesnego pokolenia, poznawania i przekazywania prawdy o zbrodniach Niemców dokonywanych na polskim narodzie oraz o urzędnikach i służbach UB w PRL, oprawcach znęcających się nad rodakami w imię ideologii komunizmu. Świadkowie tamtych wydarzeń niestety odchodzą, dlatego powinno poznać tę publikację szczególnie młode pokolenie. Wracam jeszcze do wypowiedzi wcześniejszej, do uniwersalnej symboliki tytułu książki Jana Rychnera Apokalipsa i Nadzieja. Apokalipsą spełnioną określa się w literaturze czas piekła II wojny św. i tragicznego losu milionów, jaki zgotował człowiek drugiemu człowiekowi. Nawet w tym piekielnym czasie i miejscu, jakim były obozy koncentracyjne, obozy zagłady, ludzie mieli nadzieję, że przetrwają, nosili w sobie nadzieję na przeżycie. Nadzieja wiąże historyczną apokalipsę spełnioną z czasami powojennymi i właściwie staje się symbolem każdego czasu, zyskuje w tym utworze wymowę ponadczasową. Symbolika tytułu ma więc w pełni wymiar uniwersalny. W każdym czasie możemy sami sobie stworzyć piekło, niekoniecznie i oby nie piekło wojny, ale piekło opuszczenia, braku miłości, osamotnienia, odrzucenia, itp. I w każdym czasie żyjemy nadzieją, możemy się nią bronić, bo to ona daje siłę i wiarę w spełnianie marzeń i oczekiwań. Pisarz zachęca do ich realizacji, do spełniania swoich pragnień, to one nas kształtują i pozwalają budować lepszy, piękniejszy świat. Jak wiele może doświadczyć i zdziałać człowiek, co go kształtuje, co ubogaca i stanowi główne wartości etyczne naszego życia, czym jest człowieczeństwo. Na wiele stawianych w książce filozoficznych pytań, szczególnie to najważniejsze pytanie: „Los, przeznaczenie czy przypadek”? – autor nie odpowiada wprost, ale podpowiada, gdzie szukać na nie odpowiedzi. I to stanowi zachętę do przeczytania tego utworu, by zastanowić się nad rolą rodziny, swoimi marzeniami, pragnieniami, własnym życiem. Zastanowić się nad tym, co stanowi o zasadach i wartościach, jakimi kierujemy się w życiu na co dzień. Czy te wartości są nadal żywe, aktualne, czy może wyrzucone już do lamusa ? Może należy je odkrywać podobnie, jak białe plamy w historii !? Co dawniej decydowało o losie człowieka, a co decyduje o nim dziś? Przypadek czy przeznaczenie? Uważam, że książka Jana Rychnera Apokalipsa i Nadzieja jest bardzo cenną pozycją literatury współczesnej z wielu powodów, które wyłuszczyłam wcześniej. Jest lekturą dla wszystkich pokoleń, tych starszych i tych młodszych, również tych przyszłych, jeszcze nienarodzonych czytelników. Każdy znajdzie w niej niezwykle ważne treści i uniwersalne przesłania dla siebie.
Jan Rychner, Apokalipsa i Nadzieja, Kielce 2022, 178 s.
Recenzja książki ma zostać opublikowana w „Ciechanowskich Zeszytach Literackich” nr 28/ 2026.
Ewa Krysiewicz Sekretarz Związku Literatów na Mazowszu |
Krzysztof Turowiecki